- Chicago Tribune
- Detroit Free Press
- New York Times
- Pat Robertson
- Sunday Telegraph
- e-wprost
- Forbes
- Manager Magazin
To ma być ekonomia?
"Freakonomista" z uniwersytetu w Chicago stawia prowokacyjne pytania,
a następnie podaje liczby, które mówią same za siebie.
9 czerwca 2005
Steven Levitt wygląda na wschodzącą gwiazdę ekonomii na Uniwersytecie w Chicago, kiedy tak snuje się ulicą Michigan Avenue, z krawatem powiewającym na wietrze i brzęczącym telefonem komórkowym
Ciemny garnitur, który ma na sobie, przywodzi na myśl Wall Street, lecz jego oczy kojarzą się raczej z chłopcem, który potrzebuje drzemki po kilku dniach spędzonych na lotniskach i zbyt wielu publicznych wystąpieniach.
Levitt promuje właśnie swoją nową książkę "Freakonomia. świat od podszewki", w której zagłębia się w zdecydowanie niekonwencjonalny dla ekonomii obszar ludzkich słabości, takich jak oszustwa, korupcja i zbrodnie. Najpierw Nowy Jork. Potem Waszyngton. I jeszcze raz Nowy Jork. Występy w telewizji. Wywiady. Wystąpienia publiczne. I z powrotem do Chicago na kolejne występy. Wydaje się, że jedyna rzecz, która jest go w stanie zatrzymać, to wygodne krzesło i kawałek ciasta czekoladowego z cukierni na rogu niedaleko Michigan.
"Jestem zaskoczony powodzeniem tej książki" - mówi Levitt bez cienia sarkazmu i wgryza się w ciastko z rozkoszą, jakby to była jego dawno utracona miłość. "Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że aż tylu ludzi będzie chciało ją przeczytać".
Cały Levitt. Rozbrajająco skromny, lecz błyskotliwy młody pracownik naukowy, który wsławił się tym, że niczym detektyw Colombo wprowadził analizę regresywną pod strzechy.
Levitt to ekonomista, z którym nie boją się rozmawiać zwykli śmiertelnicy. Choć jego znajomość ekonomii jest imponująca, kiedy zaczyna mówić, w jego zdania często wkrada się ujmujące niczym u dziecka seplenienie. Kiedy dokonuje analizy skomplikowanych wyników badań, używając przy tym najprostszego języka, bardziej przypomina gawędziarza niż naukowca, często poprawiającego okulary na nosie, jakby próbując uchwycić inspirującą myśl, która mogłaby gdzieś mu umknąć.
Myśliciel wywodzący się z Harvardu, Massachusetts Institute of Technology i Uniwersytetu w Chicago, Levitt -- w wieku 38 lat -- uważany jest za jedną z wyroczni popkultury w zakresie tej dziedziny ekonomii, która badanie natury człowieka i wszystkich jej sprzeczności zdecydowanie przedkłada nad techniczne tematy, takie jak stopy procentowe i deficyt handlowy.
Oto przykłady niecodziennych tematów poruszonych w tej książce:
Co wspólnego ze sobą mają oszukujący nauczyciele szkolni i zapaśnicy sumo?
Dlaczego handlarze narkotyków, którzy zajmują się podobno lukratywnym handlem zabronionym przez prawo, ciągle mieszkają u mamusi?
"Czy legalizacja aborcji zmniejszyła przestępczość?"
Dlaczego Ku Klux Klan osłabł jako organizacja?
Wszystkie te pytania poruszają szczególnie niebezpieczne tematy, które nie nadają się do uprzejmych rozmów przy obiedzie, ponieważ poruszają one sprawy stanowiące mieszankę wybuchową w sensie moralnym i etycznym.
Ale być może to właśnie kontrowersyjny charakter badań prowadzonych przez Levitta stanowi przyczynę wywołania tak szerokiego odzewu.
"Freakonomię" czyta się zdecydowanie nie tak jak typowy traktat o arkanach ekonomii, lecz bardziej jak powieść kryminalną, która wciąga i którą czyta się do późna w nocy. Zachwycony lub zbulwersowany odkryciami Levitta, nie możesz się oderwać od czytania.
Levitt wraz ze współautorem, byłym wydawcą New York Timesa, Stephenem Dubnerem, powoli odsłaniają warstwy różnorodnej gamy spraw, o które tylko Levitt miałby dość odwagi zapytać i szukać odpowiedzi.
Jego książka dotarła na drugie miejsce na liście najlepiej sprzedających się książek niebeletrystycznych w twardej oprawie publikowanej przez New York Timesa. W ciągu dwóch tygodni od wydania książka sprzedała się w niemal 200 000 egzemplarzy.
"Levitt przeprowadził bardzo pomysłowe badania" - powiedział Gary Becker, laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii. Becker, legenda Uniwersytetu w Chicago, przecierał szlaki, wprowadzając naukowe metody ekonomiczne do badań nad zjawiskami takimi jak rodzina, przestępczość i karanie. Levitt jest jego naśladowcą i przyjacielem.
W roku 1999 Levitt otrzymał stanowisko wykładowcy na czas nieokreślony po zaledwie dwóch latach pracy na Uniwersytecie w Chicago. W trakcie swej niedługo trwającej kariery zebrał on szereg dowodów najwyższego uznania i wywarł swe piętno, prowadząc ekscentryczne, czasem niezrozumiałe badania na wydziale ekonomii znanym ze swego konserwatyzmu i koncentrowaniu uwagi na zagadnieniach wolnego rynku.
Co ważniejsze, w roku 2003 Levitt otrzymał medal im. Johna Batesa Clarka od Amerykańskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Ten zaszczyt przypada raz na dwa lata najwybitniejszemu ekonomiście poniżej 40 roku życia.
Dzieciństwo spędził w Minneapolis, i jak twierdzi sam Levitt, jego niezależność i wielce rozwinięta ciekawość miały początek w bardzo wykształconej i bardzo niezwykłej rodzinie.
Dziwny tytuł do sławy
Ojciec Levitta, który także był szanowanym naukowcem, miał raczej dziwny tytuł do sławy. Levitt - senior był wykładowcą i dyrektorem badań w Centrum Medycznym Weteranów w Minneapolis i znany był pod przezwiskiem "Króla Pierdów" z uwagi na prowadzone przez niego szerokie badania nad gazami jelitowymi. Levitt twierdzi, że ojciec nigdy nie miał nic przeciwko przezwisku. "Jeden jedyny raz, kiedy zdenerwował się z powodu tego przezwiska, był wtedy, gdy opisano go jako "samozwańczego Króla Pierdów" - mówi Levitt ze zdławionym śmiechem - "Zdenerwował się dlatego, że sam nie nadał sobie tego tytułu, lecz był tak nazywany przez innych."
Mantrą Levitta seniora było wykształcenie. Miał w zwyczaju przepytywać swego syna, kiedy miał on zaledwie 7 czy 8 lat, zadając mu pytania stawiane studentom medycyny.
W prywatnej szkole w St. Paul Academy, dokąd chodził Steven wraz ze swą siostrą Lindą, od razu poznano się, że Steven był "super, super, superzdolnym chłopakiem" -- jak mówi jego siostra.
"Mąż na okrągło wałkował dzieciaki, wiecznie zadając im pytania," -- wspominała ostatnio matka, Shirley, w domu rodzinnym w Minneapolis. "Sama nie wiem, jak ta trójka dzieci to wytrzymała. Było to solidne przygotowanie do życia. Ale mój mąż był zdania, że jeśli się za coś weźmiesz, musisz to zrobić dobrze." Tymczasem Shirley Levitt, posiadająca tytuł magistra w zakresie nauczania początkowego, poszła w zupełnie innym kierunku niż jej mąż - naukowiec.
Jest pisarką, która "sprowadza książki" w drodze procesu zwanego pisaniem automatycznym. "Wchodzi się w trans kontemplacyjny i te książki po prostu same spływają na człowieka" -- wyjaśnia Steven Levitt.
Shirley Levitt mówi, że nie może opisać, co faktycznie robi, kiedy jest w transie. Trudno jest w rzeczywistości opisać dokładnie, jak robi to, co robi.
"Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że ja tych książek sama w rzeczywistości nie piszę" -- powiedziała -- "te książki same się piszą."
Mieszanina światów
"No i miałem ojca będącego superracjonalnym naukowcem medycznym oraz paranormalną matkę" - stwierdził ostatnio Steven Levitt. "Kto wie, w jaki sposób stajemy się tym, czym jesteśmy?"
"Moi rodzice to skrajne przeciwieństwa" -- dodaje siostra Stevena. Może właśnie dzięki temu Steve jest taki, jaki jest -- naukowiec nie obawiający się nieprzetartych szlaków." Steven Levitt wyznał, że dorastał z zamiarem zostania profesjonalnym graczem w golfa, aż w szkole średniej "wdała się rzeczywistość." Będąc na Harvardzie na studiach licencjackich zapisał się na kurs ekonomii i stwierdził, że to jest to.
"Dotarło to do mnie, kiedy wykładowca objaśniał koncepcje ekonomiczne na tablicy; było to dla mnie czymś w rodzaju drugiej natury" -- wspomina Levitt. "Było to niemal tak, jakbym całe życie myślał jak ekonomista, ale nie zdawał sobie z tego sprawy."
Levitt ukończył Harvard summa cum laude i pracował przez dwa lata w doradztwie gospodarczym, zanim zapisał się na Massachusetts Institute of Technology na studia doktoranckie. Jak mówi, to właśnie tam podjął kluczowe decyzje dotyczące swojej kariery.
Jak mówi, to właśnie wtedy doradca do spraw planowania kariery powiedział mu, że napisał już bardzo interesujące prace, ale musi jeszcze napisać coś wyjątkowego, co sprawi, że "ludzie inaczej spojrzą na świat."
"Tamtego lata mieszkałem sam i siedziałem na kanapie próbując stworzyć pracę, która miała sprawić, że ludzie inaczej spojrzą na świat. Lato minęło, a ja pozostałem z niczym. Ale doszedłem też do pewnego wniosku."
"Nie jestem wielkim myślicielem" -- mówi Levitt, rozkładając ramiona w geście poddania się - "Nie jestem kimś, kto zmieni paradygmaty. To, w czym jestem dobry, to analiza ogromnych ilości danych i zadawanie interesujących pytań, a następnie wydobywanie czegoś z tych wszystkich danych. Nie jestem rewolucjonistą. Moje działania mają charakter stopniowy i wcale mi to w niczym nie przeszkadza."
"Myślę, że większość ekonomistów nigdy nie doznała takiego objawienia jak ja za czasów studenckich, to znaczy tego, że wiele więcej radości daje pisanie o sprawach, które mnie interesują, niż pisanie o czymś, co uważane jest za ekonomię" -- stwierdził Levitt.
Do domu na obiad
Levitt, który mieszka w pobliżu kampusu Uniwersytetu w Chicago w Hyde Park, jest ojcem czworga dzieci, który na co dzień zamiast garniturów najczęściej woli nosić khaki i mokasyny. Jego żona, Jeannette, mówi, że dobrze sprawdza się on w roli "wielozadaniowej" i zazwyczaj udaje mu się wracać do domu na obiad. Jeannette Levitt mówi, że choć mąż jest szeroko znaną osobą, jest mimo to dość nieśmiały i nie stara się znaleźć w centrum zainteresowania. Kiedy jest w domu, lubi stawiać dzieciom ambitne zadania, ale nie w sposób "narzucający się czy natarczywy."
"On chce tak wychowywać nasze dzieci, aby umiały kwestionować pewne sprawy i nie bały się tego wielkiego, złego świata" -- powiedziała.
"On jest bardzo dumny z tego, że nasze dzieci oglądają "Fear Factor" -- wyznała Jeannette ze śmiechem. "Jego zdaniem dzieci zobaczą, jak ktoś zjada robaki, i zdadzą sobie sprawę, że to tylko program telewizyjny".
Oboje spotkali się w Cambridge na ślepej randce, którą zaaranżowali ich fryzjerzy pracujący w tym samym zakładzie.
"Mój fryzjer obawiał się, że z niego jest jakiś dureń" -- żartuje Jeannette - "Ale on wyglądał na takiego miłego faceta!"
Levitt, będąc miłym facetem, zdobył sobie lojalność zarówno ze strony współpracowników na uczelni jak i studentów. Wielu jego kolegów kibicowało mu w jego sukcesach. Niektórzy studenci zmienili nawet kierunek prac dyplomowych, żeby móc podążać śladem Levitta.
Jego koledzy i studenci wraz z nim okryli się żałobą, kiedy na rodzinę Levittów w roku 1999 spadła tragedia.
Ich syn, Andrew, mając zaledwie roczek, nagle zachorował i zmarł na pneumokokowe zapalenie opon mózgowych. Ta tragedia wywarła ogromne piętno na całej rodzinie.
"Był to dla nich straszliwy cios, który oboje znosili dzielnie" -- tak wyraził się Becker o Levitt'cie i jego żonie.
"Próbowaliśmy im pomóc jak tylko potrafiliśmy. Na szczęście mieli w sobie tyle sił, by jakoś przez to przejść."
Po tej tragedii rodzina wyjechała w podróż po Chinach, gdzie zdecydowali się na adopcję dziecka z Chin. Amanda ma dziś 5 lat. Później Levittsowie zaadoptowali drugie chińskie dziecko, roczną Sophie. Mają też dwoje biologicznych dzieci, 4-letnią Olivię i 2-letniego Nicholasa.
Realizując różnorodne projekty, które wyróżniły jego karierę, obecne badania Levitta obejmują cały świat -- począwszy od analizowania danych w bankach zagranicznych w nadziei na odkrycie sposobów namierzania terrorystów, po sprawdzanie możliwości wykrycia dopingu wśród kolarzy uczestniczących w Tour de France.
Nawet agencja CIA poprosiła o rozmowę na temat terroryzmu. Levitt był też ostatnio w Las Vegas i rozmawiał z właścicielami kasyn na temat zebrania danych pozwalających na określenie, co jest potrzebne, by być dobrym rozdającym w blackjacka. Levitt zajmuje się też tajnym projektem, którym jest całkowicie zafascynowany. Mówi o nim ożywiony, ale nie chce zdradzić jego tematyki, ponieważ, jak mówi, "to jest coś, co znajduje się pod nosem. Może to mieć ogromne znaczenie. Dane są na wyciągnięcie ręki. Tylko nikomu nie chciało się ich studiować."
Uwaga całego kraju
Prace Levitta przyciągnęły też uwagę ekip zarówno Clintona, jak i Busha, chociaż Levitt twierdzi, że nikt z ekipy Busha nie pofatygował się, żeby do niego oddzwonić po tym jak kazał im najpierw przeczytać swoje badania na temat związku między aborcją a przestępstwami. Ten jeden punkt badań wywołał więcej kontrowersji niż całokształt jego pracy.
W pracy opublikowanej wspólnie z Johnem Donohuem w roku 2001, Levitt wraz ze współautorem argumentują, że legalizacji aborcji w latach 70. należy przypisać aż jedną trzecią ostrego spadku przestępczości przypadającego na początek lat 90. "Zalegalizowanie aborcji doprowadziło do mniejszej ilości urodzeń ludzi niechcianych; a ponieważ bycie niechcianym prowadzi do wysokiego poziomu przestępczości, tym samym zalegalizowanie aborcji doprowadziło do zmniejszenia przestępczości" -- twierdzą autorzy.
To proste stwierdzenie spadło niczym bomba.
Czy Levitt jest orędownikiem aborcji? - pytali krytycy. Czy Levitt jest rasistą proponującym formę eugeniki? -- chcieli wiedzieć drudzy.
"Oczywiście, z politycznego punktu widzenia nie było to mądre z naszej strony" -- powiedział Levitt jakiś czas temu. "Będąc na wskroś ekonomistami, nie zdaliśmy sobie sprawy, że wielu ludzi nie jest w stanie odłożyć na bok kwestii moralności i etyki, dobra i zła."
Jednak znaleźli się też krytycy, do których należy Ted Joyce, wykładowca ekonomii w Baruch College w Nowym Jorku, kwestionujący wyniki badań Levitta. "To, co Steve tak naprawdę znalazł w tych danych to głęboki spadek przestępczości spowodowany osłabnięciem plagi uzależnienia od kokainy, nie związany z aborcją" -- twierdzi Joyce.
Inni ruszyli z odsieczą broniąc Levitta.
Socjolog z Columbia University, Sudhir Venkatesh, powiedział, że wyniki badań Levitta są solidne, lecz ich tematyka jest sama w sobie naładowana emocjonalnie. "Podejście Steve'a jest czysto naukowe, nie kieruje się on konsekwencjami politycznymi stawianych pytań ani ich rezultatem" - mówi Venkatesh.
Zarówno w tym temacie, jak i wielu innych, Levitt znalazł sposób na zwiększenie zainteresowania obszarem, który dotąd uważany był za jałowy jak pustynia.
"Zdobył sobie szerokie uznanie w sposób tak nietechniczny, jak tylko można by sobie było wyobrazić" -- dodał Daniel Hamermesh, czołowy ekonomista pracy na University of Texas, który wykorzystał badania Levitta na studiach licencjackich. "Jego badania sprawdziły się, ponieważ stanowią one ilustrację, jak szerokie zastosowanie może mieć ekonomia."
Przykładowo, Levitt doszedł do wniosku, że japońscy zapaśnicy sumo i nauczyciele szkół publicznych w Chicago mają coś wspólnego -- w obydwu grupach niektórzy dopuszczają się oszukiwania, jeśli mają szansę mieć z tego korzyści.
Levitt opracował metodę, dzięki której stwierdzono, że zawody zapaśników sumo często są ustawiane, i stworzył szereg algorytmów, dzięki którym odkryto, że niektórzy nauczyciele dokonują oszustw, i to nawet na standardowych arkuszach testowych, żeby poprawić wyniki egzaminów danych uczniów.
Władze szkolne w Chicago skorzystały skwapliwie z wyników badań i zwolniły kilku nauczycieli.
Nawet w obliczu takiego uznania, Levitt nadal twierdzi, że pozostawanie w centrum uwagi nie leży w jego naturze.
"Ostatnią rzeczą, której kiedykolwiek bym sobie życzył, byłoby zostać intelektualistą publicznym" -- powiedział. "W pewnym sensie jestem antyintelektualistą."