- Chicago Tribune
- Detroit Free Press
- New York Times
- Pat Robertson
- Sunday Telegraph
- e-wprost
- Forbes
- Manager Magazin
Freakonomia: Badanie ukrytych aspektów
codziennych zdarzeń
Zapis Wywiadu
Steven D. Levitt jest wykładowcą ekonomii na Uniwersytecie w Chicago. Ostatnio otrzymał nagrodę przyznawaną najlepszemu amerykańskiemu ekonomiście poniżej 40 roku życia. Jest współautorem bestsellera pod tytułem "Freakonomia. Świat od podszewki."
W książce tej przedstawia interesujące zagadnienia, takie jak: Czy basen ogrodowy jest bezpieczniejszy niż broń automatyczna? Czym się różnią nauczyciele szkół w Chicago od japońskich zapaśników sumo? Czy gangi zorganizowane są tak samo jak korporacje? Pat Robertson poszukuje odpowiedzi na te i inne pytania w rozmowie z autorem tej książki.
PAT ROBERTSON: Ta książka skonfundowała ekspertów i zadała kłam obiegowym opiniom. W tej chwili znajduje się na trzecim miejscu listy bestsellerów New York Timesa, nosząc zwariowany tytuł "Freakonomia." W studiu jest z nami współautor tej książki, Steve Levitt, wykładowca ekonomii na Uniwersytecie Chicago, najmłodszy w historii wykładowca zatrudniony na stałe. Ostatnio otrzymał też tytuł najlepszego amerykańskiego ekonomisty poniżej czterdziestki. Steven, dziękuję Ci, że zechciałeś przybyć do naszego studia.
STEVEN LEVITT: To ja dziękuję za zaproszenie.
PAT ROBERTSON: Spotkałeś się z grupą ekonomistów, a oni zapytali cię, jaka jest myśl przewodnia twojej książki. Przeczytałem tę książkę i nie ma tam żadnej myśli przewodniej. O co chodzi?
STEVEN LEVITT: Po prostu lubię zadawać pytania, które moim zdaniem zainteresują innych. Zdaję się na wyczucie.
PAT ROBERTSON: Część książki poświęciłeś na bardzo wyczerpującą analizę wyników pracy nauczycieli w szkołach publicznych w Chicago. Do jakich doszedłeś wniosków?
STEVEN LEVITT: Przyglądaliśmy się, czy w związku z wprowadzeniem pewnego rodzaju testów w szkołach w Chicago pojawiło się czy też nie zjawisko oszukiwania. Mieliśmy do dyspozycji ogrom informacji - 700 milionów odpowiedzi udzielonych przez dzieci. Szukaliśmy dowodów na to, że nauczyciele faktycznie wymazywali złe odpowiedzi na standaryzowanych testach i zastępowali je poprawnymi. Wygląda na to, że w pięciu procentach klas szkół podstawowych w Chicago wykryto ślady oszukiwania przez nauczycieli lub administrację.
PAT ROBERTSON: No a co z zapaśnikami sumo? Wygląda na to, że zmienia się ich podejście po wygraniu ósmej walki. Wyjaśnij nam, o co tu chodzi.
STEVEN LEVITT: Zapasy sumo to narodowy sport Japończyków, sam cesarz zasiada przy ringu. Jeśli zapaśnik wygra osiem spośród piętnastu zawodów podczas turnieju sumo, zyskuje wyższe notowania w rankingu. Lecz jeżeli wygra ich siedem, jego notowania spadają. Ósma wygrana jest największą z możliwych. Wygląda na to, że ci zapaśnicy, którzy potrzebują tej wygranej ósmego dnia, wygrywają o wiele więcej meczów niż można by się było po nich spodziewać. I nie chodzi tu tylko o podjęcie wysiłku. Kiedy dwa miesiące później ponownie spotykają się ci sami zawodnicy, wówczas ten, który poprzednio potrzebował wygranej i ją zdobył, tym razem najprawdopodobniej przegra. Chodzi o to, że w ich przypadku ręka rękę myje.
PAT ROBERTSON: Nikt o tym wcześniej nie wiedział. Ujawniła to matematyka, prawda?
STEVEN LEVITT: Myślę, że ludzie to podejrzewali. Owszem, byli pewni informatorzy, którzy głosili, że walki sumo skażone są korupcją. Ale inni mówili, że to przejaw zawiści, i niby dlaczego mielibyśmy wierzyć zapaśnikowi, który po prostu nie jest na tyle dobry, by zajść wyżej? My natomiast poparliśmy te informacje danymi, i myślę że udało się nam rzucić nieco światła na tę sprawę.
PAT ROBERTSON: A teraz inna rzecz. Zdaniem orędowników ograniczenia dostępu do broni niebezpieczne jest trzymanie w szufladzie pistoletu kaliber 9 mm czy broni automatycznej w domu, w którym znajdują się dzieci, natomiast basen w ogrodzie to fajna rzecz dla dzieciaków, zwłaszcza podczas gorącego lata. Co mówią twoje badania na ten temat?
STEVEN LEVITT: Liczby mówią same za siebie: jeśli masz w ogrodzie basen, a w domu pistolet, prawdopodobieństwo śmierci twojego dziecka w basenie jest 100-krotnie większe niż prawdopodobieństwo postrzelenia go z twojej broni. Tu chciałbym zaznaczyć, że nie jestem całkowitym zwolennikiem posiadania w domu broni, ale ludzie mają respekt wobec broni i traktują ją z respektem. Zdają sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie ona stanowi. Jednakże nie zawsze ludzie z respektem podchodzą do basenów w ogrodzie. Nie zdają sobie sprawy, jak wielkie niebezpieczeństwo stanowią one dla dzieci.
PAT ROBERTSON: Stukrotnie większe niebezpieczeństwo?
STEVEN LEVITT: Dokładnie.
PAT ROBERTSON: I kolejna sprawa. Sprzedajesz dom korzystając z usług pośrednika handlu nieruchomościami. Jakie przyświecają mu cele?
STEVEN LEVITT: Agenci pośrednictwa nieruchomości otrzymują prowizję od sprzedaży domu w wysokości sześciu procent. Jeśli uda się go sprzedać za kwotę wyższą o 10 000 dolarów, sześć procent tej kwoty otrzymuje agent. Następnie agent musi podzielić się otrzymaną kwotą z pośrednikiem ze strony kupującego, po połowie, a następnie dzieli się na pół ze swoją firmą. W końcu okazuje się, że ten człowiek dostaje jedynie 1,5 procenta podwyżki kwoty sprzedaży.
Załóżmy, że jesteś właścicielem domu. Posiadasz dom, który możesz sprzedać dzisiaj za 300 000 dolarów, ale być może, jeśli wytrzymasz jeszcze tydzień lub dwa, dostaniesz za niego dodatkowe 10 000. Podejrzewam, że każdy właściciel domu w tym kraju wolałby przeczekać ten tydzień i dostać te dodatkowe 10 000.
A pośrednik handlu nieruchomościami? On za to czekanie dostanie jedynie 150 dolarów więcej. W takim razie, czy pośrednikowi będzie zależało na tym, żeby dla tej kwoty promować dom i pokazywać go potencjalnym klientom, czatując na najlepszą ofertę? Czynniki motywacyjne wskazywałyby na to, że agent pośrednictwa nieruchomości może nie być tym zainteresowany, więc sięgnęliśmy po dane 100.000 transakcji sprzedaży domów w okolicach Chicago. Z danych wynika, że kiedy pośrednik sprzedaje swój własny dom, w odróżnieniu od domów klientów, dostaje cenę o trzy procent wyższą za porównywalny dom, ale też trzyma ten dom wystawiony na sprzedaż o 10 % czasu dłużej. Wygląda na to, że dłużej czekają na najlepszą ofertę dla samych siebie, ale nie zawsze robią to samo dla klientów.
PAT ROBERTSON: A co powiesz na temat handlarzy kokainy nastoletnich dealerów narkotyków, których nie brakuje na naszych ulicach? Wydawałoby się, że śpią na forsie, sądząc po cenach sprzedawanego przez nich towaru. Czy istnieje podobieństwo pomiędzy ich pracodawcami a firmami plasującymi się na liście Fortune 500? Czy oni rzeczywiście organizują swoje terytoria na wzór General Motors?
STEVEN LEVITT: Tak. To zdumiewające. Trudno w to uwierzyć, ale mój współautor spędził z nimi sześć czy siedem lat w gangu udało mu się im przypochlebić. Mieszkał z gangiem na tym samym osiedlu. Zdobył ich zaufanie do tego stopnia, że przekazali nam swoje księgi rachunkowe, żebyśmy mogli je zbadać. Stwierdziliśmy, że rzeczywiście struktura gangu pod względem organizacji działania przypomina McDonald's czy General Motors. ci na górze robią kasę, ale w takich gangach niemal wszyscy zajmują stanowiska szeregowe, sprzedając narkotyki na ulicach. A oni zarabiają stawki minimalne. Teraz czas na odpowiedź na postawione przez ciebie wcześniej pytanie, że skoro dealerzy są tak bogaci, to dlaczego mieszkają u matki? Więc odpowiedź jest taka, że oni nie są wcale tacy bogaci. ci ludzie to pracownicy szeregowi - stanowiący 95 procent pracowników takiej organizacji pracujący za stawki minimalne albo i mniej. I nie mają wyboru, muszą nadal mieszkać z matką.
PAT ROBERTSON: A czy prowadzą szczegółową ewidencję? Mają swoje terytoria i precyzyjnie określone ilości wejściowe i wyjściowe, i znają poziom kosztów?
STEVEN LEVITT: Tak. Możesz wierzyć albo nie, badany przez nas gang odbiegał nieco od normy. Człowiek stojący na czele gangu przedtem pracował w amerykańskich korporacjach. Chodził do pracy w śródmieściu Chicago. Zdecydował się rzucić tamtą pracę, ponieważ stwierdził, że więcej zarobi prowadząc gang. I nieźle sobie radził. Zarabiał jakieś sto tysięcy dolarów. Najpierw był menedżerem wysokiego szczebla, a w końcu awansował na sam szczyt hierarchii firmy. Był z niego łebski biznesmen. Natomiast ci na dole to szesnasto-, osiemnastolatki próbujące uskrobać jakieś pieniądze na życie. Szybko większość z nich orientuje się, że handlowanie narkotykami nie opłaca się. Mój współautor umawiał się na przykład z członkami gangu, że spróbuje znaleźć im jakąś dobrą pracę, kiedy znudzi im się praca w gangu. Okazało się, że stanowisko woźnego na Uniwersytecie Chicago to dobra praca, która dla nich była lepsza niż sprzedawanie narkotyków na ulicy.
PAT ROBERTSON: Zaprzecza to obiegowym opiniom. Jest jeszcze jedna sprawa, co do której mam pewność, że jest bardzo kontrowersyjna, zajmowałeś się badaniami nad przestępczością. Mniej więcej 20 lat po sprawie Roe kontra Wade odnotowano drastyczny spadek przestępczości. Zajmowałeś się wszystkimi czynnikami ograniczającymi przestępczość, i do jakich doszedłeś wniosków?
STEVEN LEVITT: Na początku chciałbym coś wyjaśnić. W żadnym sensie nie jesteśmy orędownikami aborcji nie chodzi nam o wykazanie, czy aborcja jest słuszna czy niesłuszna. My po prostu próbujemy przyglądać się temu, co objawia się w społeczeństwie. Stwierdziliśmy, że aborcja stanowiła jeden z trzech czynników, które zdają się być odpowiedzialne za obniżenie skali przestępczości w latach 90. Stoi za tym całkiem prosta logika. W latach 70. dokonano ogromnej liczby aborcji około miliona rocznie. W tym kraju co roku rodzi się tylko trzy miliony dzieci. Poza tym, kobiety decydujące się na aborcję były raczej młode i samotne były to kobiety, które nie czuły się na siłach wychowywać dziecko. Tak więc minęło 20 lat, i tych niechcianych dzieci po prostu nie ma. Nie wyrośli z nich przestępcy. To jest po prostu logiczne rozumowanie, za którym stoją liczby. Lecz jeszcze raz powtarzam, w żaden sposób nie próbujemy opowiadać się po stronie prawa do aborcji, ani nie próbujemy jej wartościować pozytywnie czy negatywnie. Staramy się zrozumieć, dlaczego spadła przestępczość. Być może dzięki temu uda się zaoszczędzić fundusze publiczne na akcje, które być może wcale nie były skuteczne, ale niektórzy za takie je uważają.
PAT ROBERTSON: Czyli Bill Bratton, były komisarz policji nowojorskiej, były burmistrz Nowego Jorku Rudolph Giuliani oraz miasto Nowy Jork nie są odpowiedzialni za ten ogromny spadek przestępczości w Nowym Jorku?
STEVEN LEVITT: My uważamy, że nie. Jeśli wziąć pod uwagę dane, przestępczość w Nowym Jorku zaczęła spadać cztery lata przed objęciem urzędu przez Giulianiego. W trendzie nie widać żadnych załamań. Inną rzeczą, którą przeprowadzono w Nowym Jorku, i kolejnym czynnikiem w naszej analizie jest zwiększenie liczby osadzonych w więzieniach oraz zwiększenie sił policyjnych, co jest bardzo skutecznym sposobem zwalczania przestępczości. Co zresztą wprowadzono w Nowym Jorku jeszcze przed Giulianim był to w rzeczywistości burmistrz Dinkens, który obawiał się konkurencji ze strony Giulianiego w wyborach na burmistrza. Chciał zyskać wizerunek włodarza twardo rozprawiającego się z przestępczością, więc zatrudnił ogromne rzesze policjantów. I nie chodziło tu o to, co ta policja robiła, ani jak to robiła. Chodziło o fakt, że na ulicach było widać o wiele więcej policjantów. Więc faktycznie to Dinkens zatrudnił policjantów, a sława i chwała dostała się Giulianiemu.
PAT ROBERTSON: Steven Levitt, pozostaje mi podziękować Ci za prowadzone przez Ciebie prace. Mam nadzieję, że napiszesz jeszcze więcej na podobne tematy. Wspaniale się to czyta. Jeśli tego lata macie ochotę poczytać sobie coś interesującego dla rozrywki, postawcie na "Freakonomię." książka z trzeciego miejsca listy bestsellerów New York Timesa.